Sanacja minority policy in the Kresy

Memoirs of Voivode Henryk Jóżewski
Excerpts from the memoirs of Henryk Jóżewski, Voivode of Volhynia, concerning national minorities.

Transcriptions

Transcription (Polish)

Zamiast Pamiętnik
W rzeczywistości polskiej zagadnienie prawosławia jest tema­tem samym w sobie. W istnieniu i stawaniu się Rzeczypospolitej prawosławie ma swój wymiar i znaczenie pro foto externo i swoje znaczenie i sens pro foro interno.
O pierwszym mówić nie będę, ograniczę się do zwrócenia uwagi, że przez szereg wieków sprawa prawosławia była jednym z naczelnych zagadnień polskiej polityki państwowej. Usiłowano sprawę prawosławia rozwiązać. Nie udawało się to wskutek układu sił międzynarodowych. Nie można także nie wspomnieć o Watykanie. Miał on ustalony pogląd na tę sprawę i metody postępowania. Polityka Watykanu nie liczyła się z racją państwo­wą Polski, polską oceną sytuacji i metodą postępowania. Pamię­tam rozmowę z biskupem Szelążkiem. Tłumaczył mi, że Polska powinna spełniać decyzje Watykanu nie oglądając się na nic i na nikogo. Służenie Watykanowi jest błogosławieństwem, jest zaszczytem, jest dobrem...
Polityka Watykanu szła drogą unii, a ostatnio wyłonił się „obrządek wschodni”. Ani jedno, ani drugie sprawy prawosła­wia w układzie panujących w Polsce stosunków nie załatwiało.
Nic było do przyjęcia na Wschodzie Polski, na ziemiach biało­ruskich i ukraińskich, Nie miało szans w Rosji.
Dzisiaj dopiero, za czasów pontyfikatu Papieża Jana XXIII stan rzeczy uległ zasadniczej zmianie. Polska państwowa polityka prawosławia, która przez wieki starała się dojść do głosu i w koń­cu zabłysła „kongregacją Pińską” „kongregacją Pińską” Zusammenkunft im Mąrz 1791 mit geistlichen und weltlichen orthodoxen Vertretern um die konfessionellen Konflikte in den Kresy zu regeln. (Anm. d. Bearb.) Sejmu Czteroletniego, a ostat­nio znalazła swój wyraz w stanowisku Marszałka Piłsudskiego i delegacji rządu dla uporządkowania sprawy Kościoła prawo­sławnego w Polsce, której miałem zaszczyt przez osiem lat prze­wodniczyć, znalazłaby przychylny odzew ze strony Watykanu i Ojca Świętego. Dzisiaj mój dialog z biskupem Szelążkiem wyglądałby inaczej.
Poza względami natury ogólnej, nasz instynkt państwowy kazał szukać rozstrzygnięć, które uwalniałyby Polskę od inge­rencji Moskwy w życie wewnętrzne Rzeczypospolitej, ingerencji pod pretekstem opieki nad obywatelami Rzeczypospolitej wyzna­nia prawosławnego.
Do tego właściwie sprowadzało się zagadnienie prawosławia pro foro interno. Panowało powszechne przekonanie, że prawo­sławie nie może być pomyślane bez Moskwy, nie może nie być rosyjskie, może być tylko rosyjskie. Podobnie rzecz się miała z Polską i polskością a wiarą katolicką. Polska mogła być tylko katolicka, jak prawosławie mogło być tylko rosyjskie.
Niejedno dałoby się o tym powiedzieć. Prawosławie w Polsce może być tylko polskie. Jest to zgodne ze stroną kanoniczną i prawną prawosławia, co więcej, inaczej być nie może zgodnie z duchem Kościoła prawosławnego. Właśnie za czasów dwudzies­tolecia zostało to zrealizowane raz na zawsze.
Polacy na ogół nie wiedzą, że istnieje niezależny i samoistny polski Kościół prawosławny, a Moskwa nie ma tu nic do po­wiedzenia.
Inaczej było wśród prawosławnej ludności Wołynia. Już w okresie prac przygotowawczych, po ukazaniu się orędzia pre­zydenta Rzeczypospolitej o zwołaniu Soboru Prawosławnego, w świadomości prawosławnej ludności coś drgnęło. Zaczęto się domyślać, że prawosławie nie jest „bezdomnym podrzutkiem”, którym opiekuje się spoza granic Rzeczypospolitej Moskwa, nie jest wrogo do Polski usposobionym intruzem odziedziczonym w spadku po historii, ciałem obcym, które nie może budzić dobrych uczuć Polaków i katolików. Zaczęto sobie zdawać spra­wę, że prawosławie nie może być prześladowane przez katolicką Polskę, że nie jest wrogiem Polski, że posiada rodzinne prawo obywatelstwa jak wszystko co polskie.
Dotychczasowy stan rzeczy zaczął ulegać zasadniczej zmianie. Została usunięta jeszcze jedna przeszkoda polsko-ukraińskiego braterstwa, i to nie tylko na Wołyniu. Należy zdawać sobie sprawę, że pomimo polsko-ukraińskiego pokrewieństwa i obycza­jowości polsko-ukraińskiej na ziemiach naddnieprzańskich, Polska akcentowała swoje katolickie stanowisko wobec prawosławnego świata. I to pomniejszało możliwości układu korzystnego dla Pólski i Ukrainy.
Tak działo się przez długi czas i świadomość tego wrastała w życie. Moskwa robiła co mogła, żeby grozę katolickiej Polski powiększać, robić z Polski tradycyjnego straszaka. W rozgrywce polsko-ukraińskiej na obszarach bałtycko-czarnomorskich był to w ręku Moskwy nie lada atut. Otóż atut ten się skończył z chwilą ogłoszenia autokefalii polskiego Kościoła prawosławne­go. Od tej chwili Polska współdziałała z prawosławiem i odbiera Moskwie reprezentowanie prawosławia w życiu polskim.
Autokefalia Kościoła prawosławnego jest niewątpliwie w od­rodzonej Polsce aktem o wielkim znaczeniu historycznym.
[...]
Moje stanowisko w sprawie Cerkwi i udział w uregulowaniu jej sytuacji w Polsce zbliżały do mnie ludność prawosławną.
Miałem tego niejednokrotnie dowody. Uważano mnie za „swego”.
Dla „polityki wołyńskiej” był to sukces, który przyszedł „z zewnątrz” pomimo, że prawdę mówiąc o wszystkim zadecydował Wołyń i dał natchnienie całej akcji.
Na drodze tej wygranej sprawy piętrzyły się różnego rodzaju trudności i przeszkody.
  1. Przeszkodą była postawa „bogoojczyźnianych Polaków”, odnoszących się niechętnie do polskiego prawosławia.
  2. Przeszkodą było stanowisko Rzymu, polskiej hierarchii katolickiej i kleru.
Jak dalece polska polityka prawosławia „działała na nerwy” watykańskim dostojnikom, przekonałem się na osobie Metropolity Szeptyckiego. W 1930 roku, jak już o tym pisałem, nawią­załem z Metropolitą bliskie i serdeczne stosunki. Metropolita ofiarował mi swoją przyjaźń. Bardzo to ceniłem. Kiedy po moim warszawskim urzędowaniu powróciłem do Łucka, Metro­polita komunikował się ze mną przez zaufanego zakonnika, ks. Rzewuskiego, który parę razy jako wysłannik Metropolity odwiedził mnie w Łucku. Ksiądz Rzewuski robił ujmujące wra­żenie swą aparycją, kulturą, inteligencją. Pewnego razu zostałem zawiadomiony, że w pracowniach Metropolity wykonuje się prze­znaczony dla mnie obraz Matki Boskiej, który Metropolita ma zamiar mi ofiarować.
Tak było przez pewien czas. Kiedy jednak moja rola i udział w polskiej polityce prawosławnej stały się ogólnie znane, Me­tropolita zerwał ze mną. Przerwane zostały negocjacje, wymiana myśli — ks. Rzewuski znikł z horyzontu. Miałem wiadomości miarodajne, że Metropolita stał się moim wrogiem i źle o mnie mówi. W pewnej chwili miał się wyrazie, że nie zdziwiłoby go, gdybym padł z ręki UWO UWO Ukraińska Wojskowa Organizacja (Ukr. Ukrajins’ka Vijs’kova Orhanizacija, dt. Ukrainische Militärische Organisation) – ukrainische nationalistische Untergrundorganisation, die den ‚Befreiungskampf‘ fortsetzen und damit u.a. terroristische Gewalt gegen den polnischen Staat und mit ihm kooperierende Ukrainer legitimieren wollte. , tzn. ukraińskich galicyjskich ter­rorystów.
  1. Przeszkodą były hierarchia i duchowieństwo prawosławne z tytułu swej rosyjskości. Składały się one z rodowitych Rosjan, często o tendencjach reakcyjnych i istinno-ruskich. Na parafiach proboszczowie musieli się nolens volens z parafianami dogadywać, układać stosunki. Była to ludność prawosławna —- ukraińska, coraz bardziej narodowo uświadomiona i do Rosji niechętna. W większości wypadków proboszczowie dawali sobie radę i w teren ukraiński wrastali.
Hierarchia z metropolitą wsieją Polszi Dyonizym na czele była zespołem typowo rosyjskim, o tradycjach prawosławnych carskiej Rosji. Z zespołem tym, tzn. św. Synodem, miałem do czynienia przez osiem lat systematycznych posiedzeń z polską delegacją rządową. Ruskij duch św. Synodu ni dobrym partnerem w rozważaniach sprawy polskiego prawosławia.
Najbardziej rosyjsko-carski był Metropolita Dyonizy. Pewnego razu metropolita wyjechał do Berlina by szukać pomocy i  natchnienia u biskupa Hermogena i kół carskiej rosyjskiej emigra­cji. Miałem z tym nielada kłopot. Metropolita po powrocie z Berlina zajął postawę nieprzejednaną i zerwał rozmowy. razem bojowości metropolity miała być wielka manifestacja pra­wosławia w Poczajowie w dzień św. Jowa. W dniu tym zbierały się w Poczajowie tysiące pątników. Może cień Heliodora i  dawne poczajowskie tradycje z czasów carskich natchnęły Dyonizego do manifestacji w stylu istinno ruskim...
Gdy doszły do mnie te wieści, wezwałem posła Skrypnika i omówiliśmy plan działania. Chodziło o zorganizowanie w mu­rach Poczajowa manifestacji ukraińskiej. Przyznaję, że plan był dość ryzykowny. Tysiączne tłumy w czasie takich manewrów ściśnięte w murach klasztoru mogły spowodować tragiczne skutki i ofiary w ludziach.
Przyszedłem do przekonania, że będzie najlepiej, jeżeli w dniu św. Jowa wojewoda będzie nieobecny w Łucku, a miejsce pobytu nieznane. Tak się stało. Wczesnym rankiem wyjechałem na polowanie na cietrzewie. Wieczorem wróciłem do Łucka. Ocze­kiwałem na hiobowe wieści, raporty policji, straty, protesty skargi metropolity, wiadomości o zabitych i rannych... Mogłem się wszystkiego spodziewać. Z niepokojem zbliżałem się do biur­ka i do pliku leżących papierów. Natknąłem się na telefonogram posła Skrypnika, dowódcy akcji. Przeczytałem, że ofiar w lu­dziach nie było. Odetchnąłem. Wkrótce dowiedziałem się o przebiegu poczajowskich wydarzeń.
Żywiołowa ukraińska manifestacja sparaliżowała z miejsca akcję Dyonizego. Na dzwonnicy poczajowskiej pojawił się błękitno-żowtyj prapor, w tłumie ukazały się ukraińskie transpa­renty z hasłami o ukraińskiej cerkwi, o Polsce, o Ukrainie. Hu­lały ukraińskie okrzyki, panowały ukraińskie pieśni.
Dyonizy przegrał. Triumfował Skrypnik i reprezentacja ukra­ińska sejmu i senatu.
[…]
Bitwa z Metropolitą Dyonizym o Bractwo trwała szereg miesięcy, obfitowała w barwne i wstrząsające momenty. Były poruszone wysokie czynniki państwowe. Miałem do czynienia i kłopot z prokuraturą. Wreszcie Dyonizy się poddał. Sprawa została wygrana. „Bractwo podniesienia św Krzyża" stało się bractwem ukraińskim, tak jak za Jana Kazimierza. Ukraińcy uzyskali cerkiew przy reprezentacyjnej ulicy Łucka. O ile się orientuję, była to pierwsza prawosławna ukraińska cerkiew w Polsce. Proboszczem został ks. Paweł Paszczewski — kiedyś „Protopreswiter Ukraińskiej Armii”. Była to postać wspaniała, pełna uroku i wyrazu, ogólnie szanowana i znana. „Oteć Pawło” nosił się z ukraińska, był petlurowcem. Gdy zjawiał się w moim gabinecie, miałem wrażenie, że przyszło Zaporoże.
Z czasem powstało ukraińskie towarzystwo imienia Piotra Mohyły Piotra Mohyły Anhänger von Semen Petljura , skupiające wokół siebie wiele wartościowych jednostek z ukraińskiego społeczeństwa. Wreszcie udało się zainstalować w Łucku, stolicy Wołynia, pierwszego biskupa Ukraińca, Polikarpa, ks. Sikorskiego. Były to pierwsze kroki na drodze „odrosyjszczenia" polskiej prawosławnej cerkwi.
[...]
Przytoczyłem fakty i obserwacje z życia naradzającej się pol­skiej Cerkwi prawosławnej, z ówcześnie panujących nastrojów i sposobu myślenia Polaków i Ukraińców. Należało zdawać sobie sprawę — polska Cerkiew prawosławna stała się faktem, zgod­nie z kanonami, tradycją i duchem prawosławia. Chodziło o to, by to wielkiej miary historyczne wydarzenie stało się ciałem i krwią polskiej rzeczywistości w odrodzonym państwie polskim.
Miało to wielkie i najbardziej realne znaczenie dla „wołyń­skiej polityki”, dla polskiej polityki wschodniej. Polska przestała straszyć, przestała być „anty-prawosławna”, przestała być narzę­dziem wojującego katolicyzmu. Ukazanie się polskiego prawosła­wia miało znaczenie na forum międzynarodowym.
Społeczeństwo ukraińskie
Jak już wspomniałem, ludność ukraińska Wołynia wynosiła ponad 80 % ludności województwa. Przeważnie była to masa chłopska. Inteligencji ukraińskiej było bardzo mało, a raczej prawie jej nie było.
Narodowa świadomość ukraińskiej ludności robiła pewne po­stępy. „Lawina wydarzeń”, jaka przewaliła się przez Ukrainę Naddnieprzańską, zahaczyła o Wołyń, zrobiła swoje, pobudzała
do myślenia. Ludzie przecierali oczy, dostrzegali to, czego dotąd nie widzieli.
Miało to ogromne i decydujące znaczenie, że Wołyń znalazł się w granicach Polski, stał się jedną z Ziem Rzeczypospolitej, znalazł się w zasięgu Zachodu i klimacie zachodnio-demokratycznym  o właściwych dla Polski akcentach.
Nie będziemy dalecy od prawdy, jeżeli powiemy, że Wołyń prowrócił do tego, co wypełniało przez wieki treść jego istnienia. Tak czuli Polacy. Tak — pozwolę sobie zaryzykować twierdzenie  czuła ukraińska ludność Wołynia.
Ziemię wołyńską przeorywał pług bolszewickiej Rosji, musnął ją oddech ukraińskich wyzwoleńczych ruchów, aż wreszcie przy­szła Polska i zamieszkała na Wołyniu na stałe.
Okolicznością niemałej wagi było bezpośrednie sąsiedztwo z Wołyniem Małopolski Wschodniej, świata innego niż Wołyń, pomimo że także polsko-ukraińskiego. Panował tu inny układ rzeczy, tradycje austriackie i wojujące nacjonalizmy polski i ukraiński.
Czynniki polskie, a w głównej mierze małopolskie czynniki ukraińskie, patrzyły na Wołyń jak na teren swego działania. Ukraińską ludność Wołynia z reguły reprezentowali w sejmie Ukraińcy galicyjscy. Gęstą siecią pokryły Wołyń ukraińskie orga­nizacje małopolskie, spółdzielcze i oświatowe.
W takich to właśnie warunkach zacząłem uprawiać „wołyń­ską politykę”. Chodziło o wydobycie z ukraińskiego Wołynia samoistnej postawy zgodnie z przyrodzoną tradycją rozwojową życia wołyńskiego, tradycją polsko-ukraińskiej wspólnoty i wza­jemnego przenikania się kultur. Było to bliższe i bardziej po­krewne temu, co miał w sobie ukraiński świat naddnieprzański niż tradycja „rusińsko-gałicyjska” Małopolski Wschodniej. Trady­cja ta była dla Wołynia czymś obcym, jak była nią nad Dnieprem, o czym niejednokrotnie miałem możność się przekonać.
Chodziło więc o izolowanie ukraińskiego Wołynia od ówczes­nej ukraińskiej rzeczywistości Małopolski Wschodniej. Tak pow­stała idea „kordonu Sokalskiego” i plan realizacji tego pomysłu.
Odcinając Wołyń od Małopolski Wschodniej, odwracałem się od Lwowa — centrum kultury polskiej i polskiego życia umysło­wego, ośrodka ukraińskiej galicyjskiej myśli, miasta nieprawdo­podobnego uroku, Lwowa semper fidelis. Wyrzekałem się Lwowa jako stolicy Wołynia. W ówczesnej sytuacji Lwów nie miał Wołyniowi nic do powiedzenia, a mentalność polska i ukraińska Małopolski mogła życie wołyńskie jedynie zatruwać.
Życie wołyńskie było inne, miało inne walory i możliwości było bardziej zbliżone do Polesia, Nowogródczyzny, Wileńszczyny. Wszystko to stanowiło jakby jeden kraj zabarwiony miejscowymi regionalizmami. Była w nich jedna i ta sama „kresowość” inna niż „kresowość” galicyjska. Siłą rzeczy oczy zwracały się ku Wilnu jako stolicy tych obszarów.
[...]
Jest rzeczą ciekawą i znamienną, że zmiany, jakie zaszły na ukraińskim Wołyniu, odbyły się bezboleśnie, bez incydentów i wstrząsów. To, co się stało, nie stało się na mocy dyspozycji wołyńskiego wojewody. Jeżeli wojewoda zabierał głos i podej­mował inicjatywę, robił to w ścisłym porozumieniu z wołyń­skim życiem ukraińskim i polsko-ukraińską legendą Petlury, w porozumieniu z ludźmi Atamana, którzy znaleźli się na Wołyniu.
„Manewr” wołyński jest bardzo pouczający, daje dużo do myślenia i, co najważniejsze, odbywał się zgodnie z naturalnym układem rzeczy.
W ciągu dziesięciu lat powstała i okrzepła postawa ukraińskiego społeczeństwa z Ukraińskim Wołyńskim Objechaniem na czele, zespołem ukraińskich instytucji i organizacji społecznych i wyznaniowych.
Rzecz jasna, że Ukraińcy z Małopolski ustosunkowali się do tego, co się na Wołyniu działo, wrogo i niechętnie. Bitwę o Wołyń przegrali. Nie mogło to być przyjemne. „Kordon So- kalski” robił złą krew. Z biegiem jednak lat sytuacja zaczęła ulegać zmianie. Kiedy bywałem w Sejmie, zaczął do mnie pod­chodzić poseł Mudryj — prezes UNDO UNDO Ukrajins’ke nacional’no-demokratyčne objednannja, dt. Ukrainische Nationaldemokratische Vereinigung. Die größte und einflussreichste ukrainische politische Partei im Polen der Zwischenkriegszeit, gegründet 1925 aus diversen Parteien unter programmatischer Federführung der Ukrainischen Nationaldemokratischen Partei. Die Partei ging im Wesentlichen auf ukrainische Parteien des ehemaligen Ostgaliziens zurück. . Zaczęły się coraz bar­dziej przyjacielskie rozmowy. Nawiązywały się stosunki pomię­dzy UNDO i WUO WUO Wołyńskie Ukrajińskie Objednania (Anm. d. Bearb.) . Coraz częściej słyszało się o rozmowach i wymianie zdań. Słowem zarysowywało się porozumienie albo coś na kształt porozumienia.
Pewnego dnia zjawił się w moim gabinecie w Urzędzie Wojewódzkim poseł Ostap Łuckij, prezes RSUK i wielka figura w ukraińskim galicyjskim świecie. O ile sobie przypominam, Ostap Łuckij był przez pewien czas adiutantem Petlury.
Ostap Łuckij oświadczył na wstępie, że przyjechał z Warsza­wy, by odbyć ze mną gruntowną i zasadniczą rozmowę. Powie­dział, że orientuje się co do pozycji mojej osoby. Ukraińcy w Polsce zdają sobie sprawę, że jestem Polakiem przyjacielem Ukrainy. Nie wyobraża sobie, by polityka polsko-ukraińska mo­gła się odbywać bez mego udziału. Jest to zrozumiałe samo przez się. Po złożeniu tak cennej dla mnie deklaracji o stosunku do mnie ukraińskiego świata Małopolski Wschodniej Ostap Łuc­kij przystąpił do omówienia układu rzeczy między ukraińskim Wołyniem a Ukraińcami Małopolski Wschodniej. „Kordon Sokalski” Małopolan obraża. Jest to niesprawiedliwe. Ten stan rzeczy należy zmienić i „kordon Sokalski” sprzed oczu ukraińskiej ludności usunąć. Z tym właśnie Ostap Łuckij przyjechał.
W odpowiedzi wyszedłem z założenia, że w istocie chodzi o stosunki polsko-ukraińskie i ukraińsko-polskie, o współpracę i współżycie. Wołyń ma dane, by dojść do pożądanego stanu rzeczy. Jesteśmy w trakcie formowania się tej postawy i jej okrzepnięcia. Wtedy damy nasze zdobycze Małopolsce Wschod­niej, której się przydadzą. Wtedy Wołyń i Małopolska podadzą sobie ręce. Dzisiejszy stan rzeczy w Małopolsce budzi myśli kry­tyczne. Tradycja austriacka zrobiła swoje. Trzeba nielada trudu, żeby rozwikłać panujące za „kordonem Sokalskim” nieporozu­mienia, podrażnienia, objawy ukraińsko-polskiej nieufności a nawet nienawiści. W dzisiejszym stanie rzeczy zdobycze Wołynia są za małe, by mogły Małopolsce pomóc. Trzeba czasu, tej chwili „kordon Sokalski” jest konieczny, musi być utrzymany dla dobra Wołynia i Małopolski Wschodniej.
Konferencja rozstrzygających rezultatów nie dała. Wymiana myśli była jednak potrzebna. Rozstaliśmy się z Ostapem po przyjacielsku. Dla mnie był to dzień wzruszający. Dotychczasowy wróg polityczny okazał się przyjacielem.
Nie zmienia tego stanu rzeczy zamach na moje życie zorganizowany przez UWO. Proces Kuca w okręgowym sądzie w Łucku. Ukraińcy Małopolski Wschodniej nie składali się z sa­mych Ostapów Łuckich, Mudrych i innych. Byli także tacy co chcieli mnie zabić.
Akcja ukraińskich galicyjskich terrorystów znaczyła swą drogę zabójstwami — Hołówki, Pierackiego — szeregiem zamachów na polskich dygnitarzy. Była kierowana i bardzo wydajnie wspo­magana przez Niemcy. Z nieustającą energią i nakładem środ­ków Niemcy wspomagały galicyjski ukraiński nacjonalizm i rzu­cały go przeciwko Polsce. To właśnie i przede wszystkim to charakteryzowało niemiecką politykę. Z nie mniejszą zajadłością sekundowały im Czechy. Jakże wymowne jest „archiwum Senyka”. Gdy myślimy o sprawie ukraińskiej i o stosunkach polsko- ukraińskich, nie sposób nie brać tego pod uwagę.
Z biegiem czasu ukraiński Wołyń organizuje się i rozrasta, powstają różne ukraińskie instytucje. Wszystko to skupia się wokół WUO — Wołynśkoho Ukrajinśkoho Objednannia — na­czelnej pozycji politycznej ukraińskiego Wołynia. Wołyń ma grono swych ukraińskich posłów i senatorów, wydaje własne pismo Ukrajinśka Nywa, redagowane przez Pietra Pewnego, tra­dycyjnego redaktora Petlury. Społeczeństwo ukraińskie posiada swòj własny ukraiński teatr cieszący się wielkim powodzeniem, zwłaszcza na wsi. Powstają „Ridne chaty” w Łucku i w Równem charakterze klubowo-towarzyskim. Skupia się wokół nich ukraińska inteligencja. Odbywają się towarzyskie zebrania, wie­czory dyskusyjne, uroczystości, obchody, różnego rodzaju kultu­ralne imprezy i oczywiście ukraińskie wspaniałe chóry.
Ważną pozycję stanowiły organizacje cerkiewne, „Łuckie Bractwo Podniesienia św. Krzyża”, „Towarzystwo imienia Pio­tra Mohyły”- Wielkie znaczenie miał ukraiński biskup Polikarp Sikorski i ks. Paweł Paszczewski. Jest to zapowiadający się udział Ukraińców w Kościele prawosławnym.
Niemałą rolę odgrywał zespół petlurowców, b. ministrów URL URL Ukraińska Republika Ludowa (Anm. d. Bearb.) , dygnitarzy, działaczy. Zjawili się oni na Wołyniu i za­mieszkali tu na stałe. Niepodległość Ukrainy i niepodległy ruch ukraiński nie były tematami „zabronionymi”. Tą drogą to, co ukraińskie, mieszało się z tym co polskie, mieszało się w ramach polsko-ukraińskiej i ukraińsko-polskiej współpracy i współżycia obywateli Rzeczpospolitej.
Widziałem, jakie to wrażenie robiło na ukraińskich galicyj­skich politykach. Kiedyś politycy ci gremialnie odwiedzili Wołyń w związka z jakąś uroczystością rocznicową organizowaną przez WUO. Uroczystość odbywała się w sali rówieńskiego kina. Wszystkie miejsca w krzesłach i lożach były wypełnione. Zapro­szono mnie, więc przyjechałem. Kiedy pojawiłem się w wyznaczonej dla wojewody wołyńskiego loży — wszyscy wstali i roz­legło się „Jeszcze Polska nie zginęła”, a bezpośrednio potem „Szcze ne wmerła Ukrajina”.

Translations

Translation (German)

Anstelle von Erinnerungen

In der polnischen Realität ist das Problem der Orthodoxie ein Thema für sich. Ihre Existenz in der Polnischen Republik hat eine Dimension und Bedeutung pro foro externo und Bedeutung und Sinn pro foro interno.
Über Ersteres werde ich nicht sprechen, sondern beschränke mich auf den Hinweis, dass durch eine Reihe von Jahrhunderten das Problem der Orthodoxie eine der hervorstechendsten Aufgaben der polnischen Staatpolitik war. Es wurde versucht, das Problem zu lösen, was auf Grund der internationalen Kräfteverhältnisse nicht gelang. Auch die Rolle des Vatikan darf nicht vergessen werden. Er hatte eine feste Haltung und Vorgehensweise in dieser Frage. Die Politik des Vatikan rechnete dabei nicht mit der polnischen Staatsräson, der polnischen Bewertung und Vorgehensweise in der Angelegenheit. Ich erinnere mich an eine Gespräch mit Bischof Szelążek. Er erklärte mir, Polen sollte die Entscheidung des Vatikan erfüllen und dabei auf nichts und niemanden achten. Dem Vatikan zu dienen sei ein Segen, eine Ehre, das Gute an sich...
Die Politik des Vatikan ging in Richtung Union und vor Kurzem hat sich der „östliche Ritus“ herausgebildet. Weder das Eine noch das Andere hat die Frage der Orthodoxie unter den in Polen herrschenden Verhältnissen gelöst.
Auch in Ostpolen in den weißrussischen und ukrainischen Gebieten war sie unannehmbar. Sie hatte auch in Russland keine Chance.
Erst heute, zur Zeit des Pontifikats Johannes’ XXIII. haben sich die Dinge grundlegend geändert. Die staatliche polnische Politik gegenüber der Orthodoxie, die über Jahrhunderte versuchte zu Wort zu kommen und schließlich mit der „Kongregation von Pińsk“ „Kongregation von Pińsk“ Zusammenkunft im Mąrz 1791 mit geistlichen und weltlichen orthodoxen Vertretern um die konfessionellen Konflikte in den Kresy zu regeln. (Anm. d. Bearb.) des Vierjährigen Sejms glänzte und zuletzt ihren Ausdruck fand in der Stellungnahme von Marschall Piłsudski und der Regierungsdelegation (deren Vorsitzender ich die Ehre hatte über acht Jahre zu sein) zur Regelung der Angelegenheiten der orthodoxen Kirche in Polen, würde seitens des Vatikans und des Papstes heute Anerkennung finden. Mein Dialog mit Bischof Szelążek sähe heute anders aus.
Außer allgemeinen Gründen ließ uns unser staatlicher Instinkt nach Lösungen suchen, die Polen von der Einmischung Moskaus in die inneren Angelegenheiten befreien würden, einer Einmischung unter dem Vorwand des Schutzes der orthodoxen Bürger der polnischen Republik.
Genau dahingehend wurde das Problem der Orthodoxie pro foro interno ausgelegt. Es herrschte die allgemeine Überzeugung vor, dass die Orthodoxie nicht ohne Moskau gedacht werden könne, dass sie nicht nichtrussisch, sondern nur russisch sein könne. Ähnlich verhielt es sich mit Polen, dem Polentum und dem katholischen Glauben. Polen konnte nur katholisch sein, so wie die Orthodoxie nur russisch sein konnte.
Manches ließe sich dazu sagen. Die Orthodoxie in Polen kann nur polnisch sein. Dies steht mit der juristischen und kanonischen Seite der Orthodoxie im Einklang, ja es kann im Sinne der orthodoxen Kirche gar nicht anders sein. Eben in den zwanziger Jahren wurde dies ein für allemal realisiert.
Die Polen wissen in der Regel nicht, dass eine unabhängige und selbständige orthodoxe Kirche in Polen besteht und Moskau dabei nichts zu sagen hat.
Anders verhielt es sich mit der orthodoxen Bevölkerung Wolhyniens. Schon während der Vorbereitungsarbeiten, nach Erscheinen der Rede des polnischen Präsidenten, in der er die Einberufung eines orthodoxen Konzils ankündigte, hat es im Bewusstsein der orthodoxen Bevölkerung eine Veränderung gegeben. Es verbreitete sich der Gedanke, dass die Orthodoxie kein „obdachloses Findelkind“ ist, um das sich Moskau von außerhalb kümmert, dass sie kein Polen feindlich gesinnter Eindringling ist, ein Erbstück der Geschichte, ein Fremdkörper, der bei Polen und Katholiken nur ungute Gefühle weckt. Es begann sich die Überzeugung Bahn zu brechen, dass die Orthodoxie nicht vom katholischen Polen verfolgt werden darf, dass sie kein Feind Polens ist und wie alles Polnische heimatliche Bürgerrechte besitzt.
Der bisherige Stand der Dinge begann sich grundlegend zu ändern. Es wurde ein weiteres Hindernis der polnisch-ukrainischen Brüderschaft beseitigt, und dies nicht nur in Wolhynien. Man muss sich darüber klar sein, dass trotz der polnisch-ukrainischen Verwandtschaft und des polnisch-ukrainischen Brauchtums im Dnjepr-Gebiet, Polen immer seine katholische Haltung gegenüber der orthodoxen Welt betont hat. Und dies hat die Möglichkeiten eines günstigen Verhältnisses zwischen Polen und der Ukraine verringert.
So verhielt es sich über lange Zeit und das Bewusstsein darüber wurde zum Allgemeingut. Moskau tat was es konnte, um die Bedrohung durch das katholische Polen aufzublähen, aus Polen das traditionelle Schreckgespenst zu machen. In den polnisch-ukrainischen Auseinandersetzungen zwischen Ostsee und Schwarzem Meer war dies in den Händen Moskaus kein geringfügiger Vorteil. Dieser Vorteil entfiel im Moment der Verkündigung der Autokephalie der polnischen orthodoxen Kirche. Seit diesem Zeitpunkt arbeitet Polen mit der Orthodoxie zusammen und entzieht Moskau die Repräsentation der Orthodoxie im polnischen Leben.
Die autokephale orthodoxe Kirche ist zweifellos im wiedergeborenen Polen ein Akt von großer historischer Bedeutung.
[...]
Meine Haltung in Sachen Orthodoxie und meine Beteiligung an der Regelung ihrer Verhältnisse in Polen hat mich der orthodoxen Bevölkerung näher gebracht.
Ich erhielt dafür oft Beweise. Ich wurde als einer der Ihren angesehen.
Für die „Wolhynische Politik“ war das ein Erfolg, der „von außen“ kam, obwohl, ehrlich gesagt, alles in Wolhynien entschieden und die ganze Aktion dort vorangetrieben wurde.
Auf dem Weg zum Erfolg türmten sich verschiedene Schwierigkeiten und Hindernisse auf.
Erstes Hindernis waren die „vaterlandsgläubigen Polen“, die sich unwillig gegenüber der polnischen Orthodoxie verhielten.
Zweites Hindernis war die Haltung Roms, der polnischen katholischen Hierarchie und des Klerus.
Wie sehr die polnische Politik gegenüber der Orthodoxie den vatikanischen Würdenträgern „auf die Nerven fiel“, konnte ich an der Person des Metropoliten Szeptycki festmachen. Wie ich schon geschrieben habe, knüpfte ich 1939 mit dem Metropoliten nähere herzliche Beziehungen an. Der Metropolit bot mir seine Freundschaft an, was ich sehr zu schätzen wusste. Als ich nach meiner Warschauer Tätigkeit nach Łuck zurückgekehrt war, kommunizierte der Metropolit mit mir über einen vertrauten Ordensgeistlichen, Pater Rzewuski, der mich ein paar Mal in Łuck als sein Abgesandter aufsuchte. Pater Rzewuski machte einen gewinnenden Eindruck durch sein Erscheinungsbild, seine Kultur und Intelligenz. Einmal wurde ich benachrichtigt, dass in den Werkstätten des Metropoliten für mich ein spezielles Bild der Muttergottes angefertigt werde, das mir der Metropolit schenken wolle. So lief es eine Zeit lang. Als jedoch meine Rolle und mein Anteil an der polnischen Politik gegenüber der Orthodoxie allgemein bekannt wurden, brach der Metropolit mit mir. Verhandlungen und Gedankenaustausch wurden unterbrochen, Pater Rzewuski tauchte nicht mehr auf. Ich erhielt verlässliche Nachrichten, dass der Metropolit mein Feind geworden sei und schlecht von mir spräche. Einmal soll er geäußert haben, es würde ihn nicht wundern, wenn ich einem Terroranschlag der UWO UWO Ukraińska Wojskowa Organizacja (Ukr. Ukrajins’ka Vijs’kova Orhanizacija, dt. Ukrainische Militärische Organisation) – ukrainische nationalistische Untergrundorganisation, die den ‚Befreiungskampf‘ fortsetzen und damit u.a. terroristische Gewalt gegen den polnischen Staat und mit ihm kooperierende Ukrainer legitimieren wollte. , d.h. der ukrainischen galizischen Terroristen zum Opfer fallen würde.
Das dritte Hindernis war die orthodoxe Hierarchie und Geistlichkeit auf Grund ihrer russischen Prägung. Sie setzte sich aus geborenen Russen zusammen, oft mit reaktionären und „wahrhaft-russischen“ Tendenzen. In den Gemeinden mussten sich die Pfarrer nolens volens mit ihren Gemeindemitgliedern arrangieren. Dabei handelte es sich um orthodox-ukrainische Bevölkerung, die immer mehr Nationalbewusstsein zeigte und Russland unwillig gegenüberstand. In der Mehrzahl der Fälle kamen die Pfarrer zurecht und wuchsen in die ukrainischen Gegebenheiten hinein.
Die Hierarchie mit dem „allpolnischen“ Metropoliten Dyonizy an der Spitze war eine typisch russisches Episkopat mit den orthodoxen Traditionen des zarischen Russland. Mit dieser sogenannten Heiligen Synode hatte ich es über die acht Jahre systematischer Sitzungen mit der polnischen Regierungsdelegation zu tun. Der „russische Geist“ der heiligen Synode war kein guter Partner bei den Verhandlungen über die polnische Orthodoxie.
Am deutlichsten russisch-zarisch war der Metropolit Dyonizy eingestellt. Einmal fuhr er nach Berlin, um Hilfe und Inspiration bei Bischof Hermogen und den russisch-zarischen Emigrantenkreisen zu suchen. Ich hatte damit nicht wenig Schwierigkeiten, denn der Metropolit nahm nach der Rückkehr aus Berlin eine unversöhnliche Haltung ein und brach die Gespräche ab. Ausdruck der Kampfbereitschaft des Metropoliten sollte eine große Kundgebung der Orthodoxie in Poczajów sein – am Gedenktag des Hl. Hiob Poczajowski. An diesem Tag versammelten sich in Poczajów Tausende Pilger. Vielleicht haben der Schatten Heliodors  und die alten Traditionen aus der Zarenzeit im Kloster Poczajów Dyonizy zu dieser Kundgebung in „wahrhaft-russischem“ Stil bewegt.
Als diese Nachricht zu mir drang, rief ich den Abgeordneten Skrypnik zu mir und wir besprachen, was zu tun sei. Es ging darum, in den Mauern des Klosters eine ukrainische Kundgebung abzuhalten. Ich gebe zu, dass der Plan ziemlich riskant war. Bei der Tausende umfassenden Menge konnte es in den engen Klostermauern leicht zu Unfällen mit tragischen Folgen und Opfern kommen.
Ich kam zu der Überzeugung, dass es am besten sei, wenn der Wojewode am Gedenktag des Hl. Hiob Poczajowski in Łuck nicht anwesend und sein Aufenthaltsort unbekannt sein wird. So kam es. Frühmorgens fuhr ich zur Birkhuhnjagd. Abend kehrte ich nach Łuck zurück. Ich erwartet Hiobsbotschaften, Polizeimeldungen, Verluste, Proteste des Metropoliten, Meldungen über Tote und Verletzte... Alles war möglich. Unruhig näherte ich mich dem Schreibtisch und den dort wartenden Nachrichten. Ich traf auf ein Telefonbericht des Abgeordneten Skrypnik, der die Aktion leitete. Ich las, dass es keine Opfer gegeben habe und atmete auf. Kurz darauf erfuhr ich vom Verlauf der Aktion.
Die ukrainische Kundgebung paralysierte sofort die Aktion von Dyonizy. Auf dem Glockenturm des Kloster erschien die blau-gelbe ukrainische Flagge, in der Menge wurden ukrainische Transparente mit Losungen für eine ukrainische orthodoxe Kirche, über Polen und die Ukraine hochgehalten. Ukrainische Rufe wurden laut, ukrainische Lieder gesungen.
Dyonizy hat verloren, triumphiert hat Skrypnik und die ukrainische Delegation aus Sejm und Senat.
[...]
Die Schlacht mit dem Metropoliten Dyonizy um die Bruderschaft dauerte etliche Monate und war von erregenden Momenten begeleitet. Wichtige staatliche Organe waren einbezogen. Ich bekam Schwierigkeiten mit der Staatsanwaltschaft. Schließlich gab Dyonizy sich geschlagen. Die Sache war gewonnen. Die „Bruderschaft des Heiligen Kreuzes“ wurde eine ukrainische Bruderschaft, so wie zur Zeit des Königs Jan Kazimierz. Die Ukrainer bekamen eine orthodoxe Kirche an einer repräsentativen Straße in Łuck. Soweit ich orientiert bin, war dies die erste orthodoxe ukrainische Kirche in Polen.
Pfarrer wurde Paweł Paszczewski, einst „Protopresbyter der Ukrainischen Armee“. Er war eine charismatische Erscheinung, allgemein geachtet und anerkannt. „Vater Pawel“ gab sich ukrainisch und war ein Anhänger von Petljura. Als er in meinem Büro erschien, meinte ich, einen Saporoger (Kosaken) vor mir zu haben.
Mit der Zeit entstand der ukrainische Verein „ Petro Mohyla Petro Mohyla Anhänger von Semen Petljura “, in dem viele hervorragende Vertreter der ukrainischen Gesellschaft mitarbeiteten. Schließlich gelang es, in Łuck, der Hauptstadt Wolhyniens, den ersten ukrainischen Bischof – Polikarp Sikorski – zu installieren. Dies waren die ersten Schritte auf dem Weg zur „Entrussifizierung“ der polnischen orthodoxen Kirche.
[...]
Ich habe hier Fakten und Beobachtungen angeführt aus dem Leben der sich bildenden polnischen orthodoxen Kirche, aus den damals herrschenden Stimmungen und Denkweisen der Polen und Ukrainer. Man muss sich darüber klar sein – die polnische orthodoxe Kirche besteht in Übereinstimmung mit Recht, Tradition und Geist der Orthodoxie. Es ging darum, dass dieses Ereignis von großer historischer Bedeutung zum natürlichen Bestandteil des Lebens im wiedergeborenen polnischen Staat wird.
Dies hatte eine große sehr reale Bedeutung für die „Wolhynienpolitik“, für die polnische Ostpolitik. Polen hat aufgehört, abzuschrecken, „antiorthodox“ zu sein, hat aufgehört ein Instrument des kämpfenden Katholizismus zu sein. Das Erscheinen der polnischen Orthodoxie hatte eine internationale Bedeutung.
Die ukrainische Bevölkerung
Wie ich schon bemerkt habe, beträgt der ukrainische Bevölkerungsanteil in der Wojewodschaft Wolhynien 80%. Überwiegend waren dies Bauern. Die ukrainische Intelligenz war sehr klein oder es gab sie fast gar nicht.
Das Nationalbewusstsein der ukrainischen Bevölkerung hat gewisse Fortschritte gemacht. Die „Lawine von Ereignissen“, die durch die Dnjepr-Ukraine rollte, hat auch Wolhynien getroffen und Denkprozesse in Gang gesetzt. Die Leute rieben sich die Augen und nahmen das wahr, was sie bisher nicht gesehen hatten.
Dabei war von enormer und entscheidender Bedeutung, dass sich Wolhynien in den Grenzen Polens befand, zu den Regionen der Republik gehörte, sich im Einzugsbereich der westlichen Demokratien, mit spezifisch polnischen Akzenten, befand.
Wie sind nicht weit von der Wahrheit entfernt, wenn wir sagen, dass Wolhynien zu dem  zurückgekehrt ist, was über Jahrhunderte seine Existenz bestimmte. So fühlten es die Polen. So fühlte es – ich riskiere diese Feststellung – die ukrainische Bevölkerung Wolhyniens.
Die wolhynische Erde wurde vom Pflug des bolschewistischen Russland gepflügt, es streifte sie der Atem der ukrainischen Befreiungsbewegungen bis endlich Polen kam und sich für immer in Wolhynien einrichtete.
Ein nicht unbedeutender Umstand war die unmittelbare Nachbarschaft zum östlichen Kleinpolen (Galizien), ein andere Welt, obwohl auch polnisch-ukrainisch. Hier herrschten andere Verhältnisse, österreichische Traditionen und sich bekämpfender polnischer und ukrainischer Nationalismus.
Die polnischen Aktivisten, aber hauptsächlich die ukrainischen, aus Kleinpolen, sahen in  Wolhynien ihr Betätigungsfeld. Die ukrainische Bevölkerung in Wolhynien wurde in der Regel im Sejm von ukrainischen Galiziern repräsentiert. Ein dichtes Netz webten in Wolhynien ukrainische Organisationen aus Kleinpolen im genossenschaftlichen und im Bildungsbereich.
Unter solchen Bedingungen begann ich, „wolhynische Politik“ zu betreiben. Es ging darum, im ukrainischen Wolhynien eine selbsttragende Haltung zu entwickeln in Übereinstimmung mit den bisherigen Entwicklungslinien des dortigen Lebens, der polnisch-ukrainischen Traditionsgemeinschaft und der gegenseitigen Durchdringung beider Kulturen. Dies alles war näher und verwandter mit der ukrainischen Welt am Dnjepr als mit der „ruthenisch-galizischen“ des östliche Kleinpolens. Letztere Tradition war für Wolhynien etwas fremdes, war aber auch am Dnjepr fremd, wovon ich mich nicht nur einmal überzeugen konnte.
Es ging also um die Isolierung des ukrainischen Wolhyniens von der damaligen ukrainischen Realität im östlichen Kleinpolen. So entstand die Idee des „Sokal-Kordons“ und der Plan zu ihrer Realisierung.
Indem Wolhynien vom östlichen Kleinpolen abgeschnitten wurde, wandte ich mich von Lwów ab – dem Zentrum der polnischen Kultur und des polnischen intellektuellen Lebens sowie der ukrainisch-galizischen Bewegung, eine Stadt von unwahrscheinlichem Zauber, Lwów semper fidelis. Ich verzichtete jedoch auf Lwów als Hauptstadt Wolhyniens. In der damaligen Situation hatte Lwów Wolhynien nichts zu sagen und die polnische und ukrainische Mentalität Kleinpolens konnte das wolhynische Leben nur vergiften.
Das wolhynische Leben war anders, hatte andere Vorzüge und Möglichkeiten, die mehr mit Polesien und den Regionen um Wilna und Nowogródek verbunden waren. Alle zusammen stellten so etwas wie ein Land dar, angereichert durch Regionalismen. Es gab dort ein und dieselbe „Grenzgebietsmentalität (kresowość)“, die sich von der galizischen unterschied. Zwangsläufig richtete sich der Blick auf Wilna als Hauptstadt des Gebiets.
 [...]
Es ist interessant und bezeichnend, dass sich die Veränderungen, die im ukrainischen Wolhynien stattfanden, schmerzfrei und ohne Vorkommnisse und Erschütterungen vollzogen. Das, was stattfand, fand nicht kraft der Entscheidung des Wojewoden Wolhyniens statt. Wenn der Wojewode die Initiative ergriff, dann tat er das in enger Abstimmung mit der ukrainisch-wolhynischen Bewegung und der polnisch-ukrainischen Petljura-Legende, in Abstimmung mit den Leuten des Atamans (Petljura), die sich in Wolhynien befanden.
Das „wolhynische Manöver“ ist sehr lehrreich, gibt viel zu denken und, was am wichtigsten ist, hat in Übereinstimmung mit den natürlichen Gegebenheiten stattgefunden.
Innerhalb von zehn Jahren entstand und festigte sich die Haltung der ukrainischen Gesellschaft mit der Ukrainisch-Wolhynischen-Versammlung (WUO) an der Spitze, einer Dachorganisation ukrainischer Institutionen, gesellschaftlicher und religiöser Organisationen.
Natürlich haben sich die Ukrainer aus Kleinpolen feindlich und unwillig gegenüber den Entwicklungen in Wolhynien verhalten. Die Schlacht um Wolhynien haben sie verloren, was nicht angenehm sein konnte. Der „Sokal-Kordon“ verursachte schlechtes Blut. Im Laufe der Jahre begann die Situation sich jedoch zu verändern. Wenn ich im Sejm war, kam der Abgeordnete Wasyl Mudryj – der Vorsitzende der UNDO UNDO Ukrajins’ke nacional’no-demokratyčne objednannja, dt. Ukrainische Nationaldemokratische Vereinigung. Die größte und einflussreichste ukrainische politische Partei im Polen der Zwischenkriegszeit, gegründet 1925 aus diversen Parteien unter programmatischer Federführung der Ukrainischen Nationaldemokratischen Partei. Die Partei ging im Wesentlichen auf ukrainische Parteien des ehemaligen Ostgaliziens zurück. – auf mich zu. Es begannen immer freundschaftlichere Gespräche, Kontakte zwischen UNDO und der WUO WUO Wołyńskie Ukrajińskie Objednania. wurden geknüpft. Immer häufiger hörte man von Gesprächen und Meinungsaustausch. Mit einem Wort – es begann sich eine Verständigung oder etwas in Form einer Verständigung abzuzeichnen.
Eines Tages erschien in meinem Büro im Wojewodschaftsamt der Abgeordnete Ostap Łuckij, der Vorsitzende der RSUK und eine führende Persönlichkeit in der ukrainisch-galizischen Bewegung. Soweit ich mich erinnere, war Ostap Łuckij eine Zeit lang Adjudant von Petljura.
Ostap Łuckij erklärte zu Beginn, dass er aus Warschau gekommen sei, um ein grundlegendes und prinzipielles Gespräch mit mir zu führen. Er sagte, er sei über die Position meiner Person im Bilde. Die Ukrainer in Polen seinen sich darüber klar, dass ich ein polnischer Freund der Ukraine sei. Er könne sich nicht vorstellen, dass die polnisch-ukrainische Politik ohne meine Beteiligung stattfände, was sich von selbst verstehe. Nach dieser für mich wertvollen Erklärung über das Verhältnis der ukrainischen Bewegung im östlichen Kleinpolen zu mir ging Ostap Łuckij zur Erläuterung der Beziehungen zwischen dem ukrainischen Wolhynien und den Ukrainern aus dem östlichen Kleinpolen über. Der „Sokal-Kordon“ beleidige die Bewohner Kleinpolens. Er sei ungerecht. Dieser Zustand müsse verändert werden und der „Sokal-Kordon“ vor den Augen der ukrainische Bevölkerung beseitigt werden. Mit diesem Anliegen sei er gekommen.
In meiner Antwort ging ich von der Annahme aus, dass es im Wesentlichen um die polnisch-ukrainischen und ukrainisch-polnischen Beziehungen gehe, um die Zusammenarbeit und das Zusammenleben. Wolhynien hat die Gegebenheiten, um zu dem gewünschten Zustand zu kommen. Wir sind dabei, diese Haltung zu formieren und sie zu stärken. Dann können wir unsere Errungenschaften an das östliche Kleinpolen weitergeben, wo sie nützen werden; dann reichen sich Wolhynien und Kleinpolen die Hände. Der heutige Stand der Dinge in Kleinpolen weckt kritische Gedanken. Die österreichische Tradition hat das ihre getan. Es wird nicht wenig Anstrengung brauchen, um die hinter dem „Sokal-Kordon“ herrschenden Missverständnisse, Anfeindungen und Erscheinungen von ukrainisch-polnischem Misstrauen und sogar Hass aufzulösen. In ihrem heutigen Zustand sind die Errungenschaften Wolhyniens zu klein, um Kleinpolen zu helfen. Es braucht Zeit, weshalb der „Sokal-Kordon“ im Moment notwendig ist und zum Besten Wolhyniens und des östlichen Kleinpolen aufrecht erhalten werden muss.
Die Konferenz brachte keine Lösungen. Der Gedankenaustausch war jedoch notwenig. Wir verabschiedeten uns freundschaftlich. Für mich war dies ein bewegender Tag. Der bisherige politische Feind erwies sich als Freund.
Auch der Anschlag auf meine Leben, organisiert von der UWO, änderte an diesem Zustand nichts. Der Prozess von Kuc vor dem Bezirksgericht in Łuck. Die Ukrainer aus dem östlichen Kleinpolen waren nicht alle wie Ostap Łuckij, Wasyl Mudryj und andere. Es gab auch solche, die mich umbringen wollten.
Die Aktionen der ukrainisch-galizischen Terroristen war von Morden geprägt – Hołówka, Pieracki – einer Reihe von Anschlägen auf polnische Würdenträger. Sie wurden gelenkt und sehr freigiebig gefördert von Deutschland. Mit unaufhörlicher Energie und Mitteln unterstützte Deutschland den galizisch-ukrainischen Nationalismus und richtete ihn gegen Polen aus. Genau dies und vor allem dies charakterisierte die deutsche Politik. Mit kaum kleinerer Unerbittlichkeit sekundierten ihnen die Tschechen. Wie beredt ist das „Senyk-Archiv“. Wenn wir von der ukrainischen Frage und den polnisch-ukrainischen Beziehungen sprechen, muss dies in jedem Fall mitbedacht werden.
Im Laufe der Zeit hat sich das ukrainische Wolhynien organisiert und ist gewachsen, es sind verschiedene ukrainische Institutionen entstanden – alle unter dem Dach der WUO, der politischen Hauptvertretung der Ukrainer in Wolhynien. Wolhynien hat eine Gruppe ukrainischer Abgeordneter und Senatoren, gibt eine eigene Zeitschrift „Ukrajinśka Nywa“ heraus, redigiert von Petro Pewnyj, traditioneller Redakteur von Petljura. Die ukrainische Bevölkerung besitzt ihr eigenes Theater, das sich großer Beliebtheit erfreut, besonders auf dem Lande. Es entstehen die "Heimathütten" in Łuck und Równe, die Klubcharakter haben. Dort versammelt sich die ukrainische Intelligenz. Es finden gesellige Zusammenkünfte, Diskussionsabende, Feierlichkeiten, Jubiläen und unterschiedliche Kulturveranstaltungen statt. Und natürlich singen die hervorragenden ukrainischen Chöre.
Eine wichtige Rolle spielten die orthodoxen Organisationen, die „Bruderschaft vom Heiligen Kreuz“ in Łuck, der „Petro-Mohyla-Verein“. Eine große Bedeutung hatte der ukrainische Bischof Polikarp Sikorski und Pfarrer Pawel Paszczewski, die als vielversprechende Beteiligung der Ukrainer an der orthodoxen Kirche gesehen werden können.
Keine kleine Rolle spielte die Gruppe der Petljura-Leute – die ehemaligen Minister der Ukrainischen Volksrepublik ( URL URL Ukraińska Republika Ludowa. ), Amtsträger und Funktionäre. Sie erschienen in Wolhynien und siedelten sich hier dauerhaft an. Die Unabhängigkeit der Ukraine und die Unabhängigkeitsbewegung waren keine „Tabuthemen“. Auf diese Weise mischte sich das, was ukrainisch war mit dem, was polnisch war, mischte sich im Rahmen von polnisch-ukrainischer und ukrainisch-polnischer Zusammenarbeit und Zusammenleben von Bürgern der Polnischen Republik.
Ich habe gesehen, welchen Eindruck das auf die ukrainisch-galizischen Politiker gemacht hat. Einmal haben diese Politiker als Gruppe Wolhynien besucht im Zusammenhang mit einer Jubiläumsfeierlichkeit, organisiert von der WUO. Die Feierlichkeit fand im Kinosaal von Równe statt. Der Saal war voll besetzt. Da ich eingeladen war, fuhr ich hin. Als ich in der für den Wojewoden reservierten Loge erschien, standen alle auf und sangen „Noch ist Polen nicht verloren“ und unmittelbar danach „Noch ist die Ukraine nicht gestorben“.

Metadata

Info section